Slask


Autor: Antoni Halor
Artykul ukozol sie w styczniowym numerze miesiecznika Slask
Wykorzystano za pozwolyniem redakcji miesiecznika Slask.

Ballada o obronie Gornoslaskiej Czestochowy

Podanie o niezwykle skutecznej obronie Gliwic w wojnie 30-letniej z czasem zostalo zapomniane i dopiero na poczatku XIX wieku dotarl don wspomniany przeze mnie przed miesiacem wroclawianin Opitz, a za nim ks. Antoni Stabik. Kartkujac tom popularnej w owym czasie Podrozy przez Slask w lipcu i sierpniu 1791 roku Johanna Gotlieba i Schummela ( tego samego ktory napisal: "Nie zaczynajmy zadnego procesu z polskimi Slazakami, bo przed trybunalem histori przegramy go we wszystkich instancjach" ), Opitz natknal sie na passus, w ktorym Schummel zwraca uwage na zawieszony w farze gliwickiej obraz, ktory go zafrapowal.
Malowidlo przestawialo bowiem owa historie o mieszczkach gliwickich, ktore w czasie wojny trzydziestoletniej z braku prochu ostrzelaly szwedow gotowana kasza, szczesliwie tym sposobem odpedzajac ich od rodzinnego grodu. Opis swoich zwiazanych z ogladaniem plotna wrazen Schummel zakonczyl uwaga: "Czemuz to jeszcze zaden obywatel slaski nie opracowal tego tematu w formie romancy? Przeciez nie ulega watpliwosci, ze kobiety gliwickie ani o jote nie ustepuja kobietom z Winnej Gory!" (sugerujac podobienstwo tej legendy do Bialoglow z Winej Gory, popularnego w swoim czasie utworu Gottfrieda A. Burgera , tworcy slawnej Lenory i popularnego opracowania Przygod barona Munchhausena). Opitz tak sobie to naponmiemie wzial do serca, ze bedac na kuracji w Szczawnie splodzil w dwa tygodnie poemat, ktory przeslal nastepnie do wroclawskiego Musenalmanachu. Tak powstaly utwor dostal sie w rece ksiedza Stabika i posluzyl mu jako punkt wyjscia do kolejnego udanego przedziewziecia tworczego.

Gliwiczanki michalkowskiego poroboszcza sa utworem stylistycznie dosc swobodnie traktujacym pierwowzor. Pod reka Stabika powazna tonacja wzorca ulegla radykanej przemianie. Cytowana na poczatku tego szkicu pierwsza zwrotke konczy brawurowy, dziarstki jak w ludowej piosence dwuwiersz:

Nie tylko Winnogorzanki*)
Slyna tez i Gliwiczanki.

Ks. Stabik opatrzyl slowo "Winnogorzanki" stosownym wyjasnieniem: *) "Winnagora (Weinsberg) miasteczko Wirtemberskie. O mieszczankach tego miasteczka slynie ta powiesc: iz gdy Cesarz Konrad III, roku 1140 oblegl miasto, pozwolil niewiastom, wydalic sie z niego i zabrac z soba, coby posiadaly najdrozszego; az tu otwiera sie brama, a kazda niesie na barkach) - meza swego, co tak zadowolilo Cesarza, iz znioslszy oblezenie wszystkim obywatelom darowal zycie".

Tak wiec w ujeciu Stabika to, co przeczytali jego czytelelnicy, przybralo postac pogodniej, ludowej ballady. Nawiazujacej, znacznie kosekwentniej niz to uczynil wroclawianin, do ducha starszej, podjetej przez Burgera wersji watku, bardziej facecji niz typowego podania. By uzyskac taki efekt, michalkowicki ksiadz - poeta (calkiem chyba swiadomie) zrezygnowal z tlumaczenia drugiej strofki, u Opitza z nieomal smiertelna powaga nasladujacej zadecie w klasyczne surmy:

Przeto slodkie Muzy, napelnijcie
Moja czare natchnienia nektarem
I podajcie mi ja przyjaznym gestem,
W onej cnej doline. w rodzimeh Silesii,
Gdzie ongis smialy czym ow
zostal dokonany.

Stabik - rownie smiala decyzja powodowany - omija owa pseudobarokowa rafe i przechodzi od razu do rzeczy:

Krwawa wojne sie toczyla,
Ktora lat trzydziesci trwala,
W tej-to chytrosc zwyciezyla
I Gliwice ratowala,
Chytrosc kobieca i sztuka,
Co nawer biesa oszuka.

Stabik, za Opitzem, zaczyna swoj poemat od porownania gliwickej "bialoglowej determinacji" z legendarmym bohaterstwem kobiet z malego miasteczka w Badenii-Wirtembergii. Ale gdyby o tym wiedzial, znalazlby, byc moze, przyklad podobnej kobiecej determinacji znacznie blizej. Podobno w czasie wojen husyckich, w lezacej w stop Sudetow, niedaleko Walbrzycha Kamiennej Gorze, dzielne kobiety rowniez walczyly razem z mezami w obronie rodzinnych domow.

Gliwickie "kobiece sztuki" mialy swoje zaskakujaca puente. Echo slawnego wydarzenia dotarlo az do Wiednia, na dwor cesarski, a dowodem aktualny przez trzysta nastepnych lat herb miasta, nadany w 1628 roku osobnym przwilejem cesarza Ferdynanda II, w ktorym godlo zastalo wzbogacone wizerunkiem Matki Boskiej Czestochowskieh z rozszerzonej wersji podania o "gliwickej skutecznej obronie".

To zreszta jeden z najpiekniejszych i najbardziej klasycznych przykladow barokowego stosunku do "miraculi" i blyskawidznego ich wykorzystania w praktyce zyciowej tamtej epoki. Niektorzy twiedza, ze bywalo tak calkiem jeszcze niedawno. Inni powiadaja, ze podobno dzis juz nie. Ale wydaje sie, ze w nieco tylko zmienionej formule, zjawisko przenikania legend do rzeczywistosci nadal wokol nas spokojnie sobie bytuje. Ba, funkcjonuje bez oliwienia i wciarz ma sie dobrze.

Wracajac do rzecz, wtedy powszechnie widziano-jak powiada legenda zapisana w kronice gliwickej-Matke Boska Czestochowska rozpascierajaca nad miastem swoj plaszcz i wylapujaca wen kule napastnikow. Pa cudownym ocaleniu, co tez wiemy, obywatele gliwiccy postanowili jedoglosnie, ze odtad, az do konca swiata beda, co potwierdzono utoczystym slubem, gromadnie pielgrzymowac do Czestochowy. W matrykukle parafialnej, sporzadzonej na polecenie owczysnego farorza Jana Alfonsa Schramka przez rektora i zakrystianina w farze gliwickiej Jerzego Antoniego Sobela, czytamy ze po szczelsiwym zakonczenu oblezenia 80 mieszkancow udalo sie do Czestochowy, gdzie poswiecono sztandart, na ktorym wyhaftowane bylo cale to cudowne wydarzenie. Gliwiczanie dlugo dotrzymywali swego slubowania. Kolejne pokolania calymi rodzinamiw rocznice wydarzenia pielgrzymowaly na Jasna Gore. Gdy jednak, w efekcie wojen slaskich i po przejciu Slaska przez Prusy, uszczelniono granice, Frederyk II (podobno osobiscie) zakazal wypraw do Czestochowy, pobozni mieszczanie, by byc wierni raz danemu slowu, po kilku pielgrzymkach do Pszowa, celem dorocznej pielgrzymki uczynili miejsce, w ktorym czci sie matke NMP - Gore sw. Anny.

Nie miejsce tu, by ubolewac, ze nie tylko poemacik ksiedza Stabika, ale nawet sama legenda o dzielnych gliwickich bialoglowach, ktore uratowaly swoje miasto, nie sa juz dzis znane zbyt wielu mieszkancom naszych stron.

Antoni Halor

BACK

Copyright (c) 1999-2000 All rights reserved.